Odrestaurowana i rozszerzona antologia zachwyca techniczną jakością oraz autentyczną, opowiedzianą przez samych Beatlesów historią zespołu.
Dla fanów The Beatles seria dokumentalna „Anthology” z roku 1995 była jak spełnienie zaklęcia „Sezamie, otwórz się!”. Z okazji premiery płytowej kolekcji (zatytułowanej tak samo i promowanej singlem „Free As a Bird”) telewizja ITV wyemitowała ośmioodcinkową produkcję pełną unikatowych zdjęć, wypowiedzi i nagrań. Potem drugie życie serial otrzymał na płytach DVD. Teraz trafił do serwisu Disney+, ale choć jest ten sam, to już nie taki sam: cyfrowo odnowiony, rozszerzony, z dokręconym odcinkiem dziewiątym. Odcinek dodatkowy powstał z nagrań zarejestrowanych w latach 1994–1995, gdy Paul McCartney,
George Harrison i Ringo Starr pracowali nad przygotowaniem „Antologii” i nagrywali „Free As a Bird” (aranżując dawną kompozycję Lennona). Za odrestaurowanie materiałów odpowiada m.in. Peter Jackson (tak, ten od „Władcy Pierścieni”), który w 2021 r. nakręcił trzyczęściowy dokument „Get Back” o kulisach nagrywania albumu „Let It Be”. Efekt jest piorunujący: obraz i dźwięk są perfekcyjne, natomiast największą zaletą był (i pozostaje) fakt, że narracja prowadzona jest opowieściami samych członków zespołu (oraz ich najbliższych współpracowników), otrzymujemy zatem historię subiektywną, ale mam
wrażenie, że bardzo prawdziwą. We wczesnych latach grupka dzieciaków, które nim wejdą w dorosłość, już uczą się twardego życia koncertowego wyjadacza w Hamburgu. Potem ekipa na dorobku, jeżdżąca bez końca podstarzałą furgonetką po Anglii. Grupa odrzucana przez kolejnych wydawców, bo „gitary wychodzą już z mody”. I tak dalej. Sława, single, wyjazdy zagraniczne. Zdumienie, że w Paryżu na koncercie przeważają chłopcy, a nie nastolatki. Ameryka i wieczór z Elvisem oraz szalona impreza z Dylanem. I tak dalej. To subiektywna historia The Beatles, ale w tym przypadku subiektywna oznacza autentyczną. I kiedy już zostawimy za sobą wrzeszczące tłumy, flirty z narkotykami, naiwne fascynacje wschodnim mistycyzmem i niezbyt mądre polityczne deklaracje (w których przodował Lennon), to co zostaje? Czterech chłopaków, którzy nie mieli kiedy dorosnąć, uwielbiali razem grać i zawsze chcieli być w swej muzyce lepsi niż wczoraj. I dali milionom ludzi tak wiele radości, że trudno nie patrzeć na nich z sympatią.