Charyzma George’a Clooneya i Brada Pitta nie wystarcza, by uratować letnią komedię akcji pozbawioną porządnego scenariusza i prowadzącą donikąd.
Trup w hotelowym pokoju. I co wtedy? Jeśli masz odpowiednie kontakty, to zamiast na policję dzwonisz do fixera – gościa, który to wszystko załatwi. Margaret (Amy Ryan) dostanie ich nawet dwóch, bo w hotelu są kamery i własnego fixera wysyła dyrekcja. Tak oto w pokoju Margaret spotyka się dwóch gości przekonanych o tym, że są jedyni w swoim fachu: George Clooney i Brad Pitt. Rywalizacja między panami, która – wiemy o tym, bo takie są zasady gatunku – musi zamienić się w szorstką przyjaźń, to w zasadzie cały pomysł na film, coś jak „Dwaj zgryźliwi tetrycy” XXI stulecia. Clooneya i Pitta zawsze miło widzieć razem na ekranie (jak w trylogii Soderbergha „Ocean’s
Eleven”) i, owszem, charyzmy nie stracili, jednak to za mało, by zaliczyć komedię Jona Wattsa do udanych. Potrzebny byłby jeszcze np. scenariusz, ale jego w zasadzie nie ma, bo cała intryga sprowadza się do kilku zadań niczym misje w grze wideo: zajmij się ciałem, znajdź lekarza, znajdź chłopca, znajdź gadżet, bez którego nie wykonasz finału misji. Koniec. Te sekwencje bywają lepsze lub gorsze (fragment z lekarką jest zabawny, fragment z pościgiem – nudny, kawałek z tańcem na gangsterskim weselu – raczej żenujący). Gwiazdorzy robią, co mogą, ale z pustego i Clooney z Pittem nie naleją. Pochwalne opinie niektórych krytyków mam raczej za dowód upadku tego zawodu, bo „Samotne wilki” to opowieść o niczym
i prowadząca donikąd. W dodatku letnia, jakby twórcom zabrakło odwagi, by albo przycisnąć gaz do dechy i zrobić z tego prawdziwą komedię akcji, albo dać aktorom porządny materiał, żeby zrobić z tego komediodramat charakterów. Watts reżyserował kiedyś zręcznie niskobudżetowe horrory i to wystarczyło, żeby zaczął potem kręcić dla Marvela kasowe hity o Spider-Manie. Do „Samotnych wilków” sam napisał scenariusz i przebąkuje coś nawet o tym, że może będzie sequel. Nie, nie i po stokroć nie, szkoda czasu ekipy i widzów. D
zięki gwiazdorskiej obsadzie miał film Wattsa trafić w wielkiej liczbie kopii do kin, ale w sierpniu nagle zmieniono tę decyzję i „Samotne wilki” gryzą od razu w streamingu. Wcale się nie dziwię – prawdopodobnie ktoś w Apple obejrzał gotowy produkt i złapał się za głowę, oszczędzając firmie wydatków na promocję i dystrybucję. Mądry człowiek, dać mu awans.