Mroczna satyra korporacyjna pokazuje, jak demoniczny konsultant wykorzystuje ludzką żądzę awansu, a mistrzowski Christoph Waltz nadaje tej przypowieści o uleganiu złu hipnotyczną siłę.
Serial „Konsultant”, wedle nieznanej w Polsce powieści Bentleya Little’a, idzie tropami „Adwokata diabła”, „Dziecka Rosemary” i thrillerów biurowych w rodzaju „Diabeł ubiera się u Prady”. Jest to oczywiście satyra na życie korporacji (w tym przypadku kierowanej przez szefa z piekła rodem), ale dużo ciekawsze jest głębsze przesłanie. Dostajemy oto przypowieść o tym, jak łatwo ludzie poddają się złu. Dlaczego? Bo widzą tylko czubek własnego nosa. Chęć awansu, żądza podwyżki, marzenie o własnym gabinecie, pragnienie usłyszenia choć raz w życiu „dobra robota!” zamiast wiecznych połajanek. W pewnym sensie demoniczny i przerażający Regus Patoff, będąc szefem złym, okazuje się także szefem dobrym:
metody ma kontrowersyjne, ale za to jakie osiąga rezultaty! Nie jest więc przebiegłym kusicielem, który zastawia sidła na nasze dusze, ot po prostu pozwala ludziom być ludźmi. A ci, jak to ludzie, wpadają w pułapki zastawione przez własne żądze i kult złotego cielca. W roli głównej mistrzowsko wypada Christoph Waltz, aktor znany najbardziej ze współpracy z Quentinem Tarantino (przyniosła mu dwa Oscary – za role w „Django” i „Bękartach wojny”). Stworzony wręcz jest do tego, by zagrać mikrego, nijakiego biurokratę, będącego jednocześnie jedną z najbardziej przerażających postaci, jakie widziałem na ekranie w ostatniej dekadzie. Jest tu wreszcie – i to niespodzianka większa niż zakręty fabuły – wyraźny trop chrześcijański.
Mamy scenę, w której jedna z głównych bohaterek w fantazji sennej (niczym w „Dziecku Rosemary”) dosłownie odwraca się od Jezusa, by wystrojona w czerwoną sukienkę oddać się we władanie diabła. Jej narzeczony, którego próbuje nakłonić do nawrócenia i od którego domaga się ślubu kościelnego, ładuje się w tym większe kłopoty, im więcej wymówek znajduje, by kościoła uniknąć. Gdy zdecyduje się na rozmowę z księdzem, będzie już za późno, zresztą nie widzimy w nim ani zrozumienia tego, co się dzieje, ani szczerej chęci pokuty i zadośćuczynienia. C
zyżby rację miał św. Augustyn, pisząc, że zło jest brakiem dobra? W „Konsultancie” trudno o postać jednoznacznie pozytywną lub działającą ze szlachetnych pobudek. A może to człowiek stworzył Patoffa? Mamy w serialu i taki trop. Tak czy inaczej wszyscy dają się uwieść szefowi z piekła i błyskotkom, które oferuje. W zamian za te błyskotki oddajemy wolność, sprzedajemy dobro, oddajemy duszę.