Mocny thriller Leszka Dawida łączy poszukiwanie zaginionego syna z przejmującym studium alkoholizmu i samooszukiwania.
Tato, zrobiłem coś strasznego”. Te słowa z konwersacji z synem Marcin Kania zapamiętał. Reszta to mrok i mgła, zapijaczony umysł dawnego rockmana wiele nie zachował. Tymczasem Piotr zniknął, a okrwawionego Marcina policja podejrzewa o najgorsze. Bohater „Informacji zwrotnej” zabiera się więc za prywatne śledztwo: Co stało się z synem? Porwany? Zabity? Dlaczego? Przez kogo? Ekranizacja powieści Jakuba Żulczyka jest jedną z najlepszych produkcji Netflixa mijającego roku. Reżyser Leszek Dawid („Jesteś Bogiem”) prowadzi całość pewną ręką, nastrój budują świetne zdjęcia Pawła Flisa, kreacja Arkadiusza Jakubika w roli głównej jest znakomita. Oglądając jego kreację, trudno nie przypomnieć sobie Janusza Gajosa w „Żółtym szaliku”. Ale pięcioodcinkowy serial okazuje się czymś więcej niż kryminałem popularnego nad Wisłą gatunku „Warsaw noir”. Po pierwsze, jest chyba najmocniejszym dotąd oskarżeniem mafii reprywatyzacyjnej warszawskich czyścicieli kamienic. Po drugie – i najważniejsze – jest tak naprawdę opowieścią o piekle pijaństwa. „Szalona podróż w najciemniejsze zakamarki Warszawy”, którą obiecuje nam reklamowe hasło Netflixa, nie jest bowiem odyseją przez kolejne kręgi warszawskiego kryminalnego półświatka. Ważniejsza jest podróż, którą odbywa sam Marcin Kania, przerośnięty chłopiec, któremu zawsze wszystko
przychodziło zbyt łatwo, więc o nic specjalnie nie dbał. Kumpel z zespołu zrobił na nim wielkie pieniądze, rodzina tolerowała pijackie wybryki, a syn… Cóż, relacja Kani z synem jest w sercu tej historii o człowieku, któremu wódka wygładzała przez długie lata wszystkie krawędzie życia. Nie widział więc, że kaleczy i niszczy. M
ożna „Informację zwrotną” oglądać jak thriller, w końcu przestępcze machinacje wprawiają fabułę w ruch, a główny bohater prowadzi dochodzenie. Tyle że jest to dochodzenie w jego własnej sprawie – pijak potrafi oczarować i okłamać wszystkich, ale najlepszy jest przecież w oszukiwaniu samego siebie. Jedna drobna wada: nadużyto w „Informacji zwrotnej” narracji spoza ekranu, monologów bohatera jest za dużo i niepotrzebnie dopowiadają i to, co da się opowiedzieć obrazem, i to, co można było zostawić w niedopowiedzeniu.