Dokument Roba Reinera przypomina sylwetkę Alberta Brooksa – cenionego w USA mistrza komedii, reżysera i aktora, u nas mało znanego z powodu żelaznej kurtyny. Tytuł nawiązuje do jego filmu „W obronie życia”, bo teraz to sam Brooks broni swoich życiowych decyzji przed przyjacielem Reinerem, a portret dopełniają wypowiedzi gwiazd, od Bena Stillera po Stevena Spielberga. Pełen ciekawych materiałów archiwalnych, zabawny i ciepły dzięki wzajemnej sympatii rozmówców, przybliża też nieznany polskiej widowni kawał historii Hollywood.
W Stanach uważany za jednego z mistrzów komedii i oryginalnego reżysera (w dodatku wzięty aktor drugoplanowy). W Polsce mało znany, bo czasy jego świetności przypadły na lata, gdy byliśmy za żelazną kurtyną. Albert Brooks szturmem wziął komediowe programy telewizyjne końca lat 60. i początku 70., gdzie stał się szybko bardzo pożądanym gościem. W odróżnieniu od innych komików nie lubił występów w trasie, wolał oko kamery. Stał się mistrzem telewizyjnej improwizacji oraz parodii, doskonale rozumiejąc naturę tego środka przekazu – de facto to on wymyślił formułę „Saturday Night Live”. A także nakręcił pierwsze filmiki w anarchicznym stylu, z których potem zasłynął nadawany do dziś program.
Potem dzielił swój talent: jako poważny aktor zadebiutował u Martina Scorsese w „Taksówkarzu”, a w latach 90. stał się gwiazdą dubbingu (od „Simpsonów” do „Gdzie jest Nemo”). Za rolę w „Telepasji” nominowany był do Oscara. Cały czas pisał oraz reżyserował i niemal każdy film był godny uwagi. „Nowoczesny romans” czy „Mamuśka” były mocno w duchu Woody’ego Allena, ale mniej neurotyczne. Film „Zagubieni w Ameryce” okazał się świetną analizą ducha amerykańskiej klasy średniej ery Reagana, a „Muza” inteligentną kpiną z Hollywood i trudnej sztuki bycia artystą w ogóle. Tytuł dokumentu nakręconego przez Roba Reinera, przyjaciela Brooksa jeszcze z młodości, nawiązuje do filmu Brooksa z 1991 r. „W obronie życia” opowiadało o ludziach, którzy w zaświatach muszą przed sędziami oceniającymi ich postępki podjąć trudną próbę obrony własnych decyzji. Dziś sam Brooks, siedząc naprzeciw Reinera, czyni to już za życia, a portretu dopełniają wypowiedzi gwiazd, od Bena Stillera i Judda Apatowa czy Larry’ego Davida do Sharon Stone czy Stevena Spielberga. Film Reinera (jest pamiętany jako reżysera tak różnych filmów jak „Misery” i „Kiedy Harry poznał Sally”) jest pełen ciekawego materiału archiwalnego, a także zabawny i ciepły, bo główny rozmówcy (Reiner i Brooks) bardzo się lubią. Jest to także spory kawał nieznanej polskiemu widzowi historii Hollywood, podobnie jak również dostępny w HBO Max świetny dokument o innym gigancie komedii, którego właściwie nie znamy, czyli „Dzienniki Zen Garry’ego Shandlinga”.