Poetycki, autobiograficzny film Catariny Vasconcelos opowiada o miłości, tęsknocie i przemijaniu na przykładzie jej dziadków i kolejnych pokoleń rodziny, splatając osobistą historię z dziejami Portugalii. Reżyserka odtwarza wyobrażoną treść spalonych listów dziadków, budując obraz z symbolicznych kadrów kręconych na taśmie 16 mm w wąskim formacie 4:3, pełnych motywów roślin, ptaków i morza. To wysmakowana, hipnotyzująca i wzruszająca próba zatrzymania ulotnego czasu, bliska twórczości Lecha Majewskiego czy Petera Greenawaya.
Oto poemat w formie filmu, rzecz przypominająca nieco dzieła Lecha Majewskiego czy wysmakowane produkcje Petera Greenawaya. Premiera w kontrze do wakacyjnej mody na kino lekkie i łatwostrawne. Temat? Podobny do tego, z którym zmagał się ostatnio Mariusz Wilczyński w niezwykłej artystycznej animacji „Zabij to i wyjedź z tego miasta” – śmierć bliskich. Pierwsza część filmu Catariny Vasconcelos to opowieść o miłości – on wyrusza na morze na długie lata. Ona zostaje na lądzie, wychowuje czworo dzieci. Piszą do siebie pełne uczucia, bólu, melancholii i tęsknoty listy. On odkrywa bezmiar samotności, ocean zdaje mu się symbolem wiecznego przemijania. Ona zafascynowana jest przemianami dorastających dzieci. Te listy, jak informuje nas pod koniec reżyser (rzecz jest mocno autobiograficzna), pisane były przez jej babcię i dziadka, ale po ich śmierci spalił je (zgodnie z ich życzeniem) ojciec. Nieważne, czego nie wiemy, to sobie wymyślimy, czego nie byliśmy świadkami, to sobie dopowiemy. Vasconcelos wymyśla więc na ekranie treść tych listów i wyobraża sobie, jakie emocje mogły je przepełniać. Część druga to dorastanie, dojrzewanie, przemijanie. Tytułowa „metamorfoza ptaków” – kolorowe ptaki, dzieci i wnuki Beatriz oraz Jacinta zamieniają się w dorosłych, składają do grobu kolejne pokolenia przodków i tak jak ich dziadkowie i rodzice pozostają bezradni w obliczu ulotności życia. Rodzinna saga jest dla Vasconcelos okazją do zmierzenia się z własnymi emocjami, a jednocześnie zamienia się w czytelne pod każdą szerokością geograficzną dzieło sztuki, próbę zatrzymania czasu: bezskuteczną, naiwną, zachwycającą, wzruszającą. Wszystko to opowiadane jest symbolicznymi obrazami, w wąskim kadrze 4:3, kręcone na taśmie 16 mm, z towarzyszeniem hipnotyzującej, poetyckiej narracji. W sposób prosty, a zarazem wysmakowany i pomysłowy: zakręty historii Portugalii, przejście od kolonializmu i dyktatury Salazara do demokracji pokazane są przez montaż znaczków pocztowych z różnych lat. Niezwykłe kadry zostają z nami długo po seansie. Opuszczony dom, który biorą we władanie rośliny. Oniryczne pejzaże, przez które wędrują bohaterowie. Powracające obrazy-symbole: roślin, ptaków, morza. Rośliny umierają, ptaki odlatują. Morze pozostaje.