Specjalistka od beznadziejnych kampanii wyborczych przyjeżdża do Boliwii, by odwrócić losy kandydatury niepopularnego konserwatywnego senatora, pamiętanego za szeroką prywatyzację i krwawe tłumienie zamieszek. Pierwsza połowa filmu ma tempo i bawi pokazywaniem politycznych sztuczek spin doktorów. Główna słabość ujawnia się w drugiej części, która zamienia się w nieznośnie naiwną, jednowymiarową tyradę przeciw międzynarodowym instytucjom finansowym i globalistycznemu kapitalizmowi.
Zaczyna się jak komedia o spin doktorach, kończy już jako agitka. Jane (Sandra Bullock) przybywa do Boliwii. Jako specjalistka od spraw beznadziejnych ma odwrócić losy kampanii prezydenckiej. Jej klient to konserwatywny senator, który już kiedyś rządził krajem, ale nie cieszy się sympatią wyborców, którzy nie mogą mu zapomnieć szerokiej prywatyzacji oraz tłumienia zamieszek siłą (włącznie z ofiarami śmiertelnymi). Pierwsza połowa filmu ma tempo, jest niegłupia i zabawna – oglądanie politycznych pomysłów na odwracanie kota ogonem zawsze bawi (choć i trochę przeraża). Kłopoty zaczynają się w części drugiej, która zamienia się w tyradę przeciw międzynarodowym instytucjom finansowym i globalistycznemu kapitalizmowi. Wtedy film Davida Gordona Greena („Boski chillout”) robi się nieznośnie naiwny i jednowymiarowy.