Trzeci film S. Craiga Zahlera to moralitet o dwóch upadłych policjantach (Mel Gibson, Vince Vaughn), którzy po ujawnieniu brutalnego traktowania podejrzanych zostają zawieszeni i wplątują się w kryminalną intrygę o nieoczekiwanych konsekwencjach. Reżyser stawia na znakomite dialogi, przestrzeń dla aktorów i duszny klimat, będąc przeciwieństwem pospiesznych współczesnych kryminałów. Gibson gra wybitnie, w pamięć zapada też Don Johnson, a show kradnie Tory Kittles.
Trzeci film jednego z najciekawszych amerykańskich twórców ostatnich lat. „Bone Tomahawk” był niepoprawnym politycznie skrzyżowaniem horroru i westernu. „Cela 99” – kryminałem więziennym i mocnym antyaborcyjnym przesłaniem. „Krew na betonie” to z kolei moralitet o dwóch upadłych gliniarzach (Mel Gibson, Vince Vaughn). Nieprzebierający w środkach funkcjonariusze zostają przyłapani na zbyt intensywnym traktowaniu podejrzanych (ach, te przeklęte media społecznościowe!). Zawieszeni wikłają się w kryminalną intrygę, która będzie miała nieoczekiwane skutki. Zahler pisze świetne dialogi, zostawia mnóstwo miejsca aktorom, donikąd się nie śpieszy – proponuje więc przeciwieństwo współczesnych kryminałów. Znakomite kino, o trudnym do zapomnienia dusznym klimacie, a przy tym zmuszające do myślenia. Rola Mela Gibsona – wybitna, na drugim planie w pamięć zapada natomiast Don Johnson. Show kradnie (dosłownie) Tory Kittles. W finale zrozumiecie dlaczego.