„Gniazdo” to osadzony w 1987 roku dramat o rodzinie O’Harów, która porzuca Amerykę dla podniszczonej posiadłości w Anglii, gdzie pogoń za pieniędzmi i statusem obnaża pęknięcia w małżeństwie. Jude Law znakomicie gra mężczyznę skrywającego wstyd i pustkę pod maską sukcesu, a Carrie Coon tworzy równie mocną kreację żony korzystającej z wystawnego życia bez pytań o jego cenę. Reżyser Sean Durkin, wcześniej autor „Martha Marcy May Marlene”, udowadnia tu, że potrafi kręcić kino wybitne.
Zaczyna się od chciwości, potem sprawy zmieniają się na gorsze. Brytyjski nuworysz robiący karierę w Ameryce – szukając kolejnych okazji do zrobienia wielkich pieniędzy – decyduje się na powrót do Anglii. Jego rodzina (żona i dwoje dzieci) wraz z nim zamienia amerykańską rezydencję na wiekową posiadłość w Surrey. Szybko się jednak okaże, że związek państwa O’Hara wymaga pilnego remontu, podobnie jak ponury dom, w którym teraz mieszkają. A kto wie, może na ratunek jest już zbyt późno? Główny bohater (znakomity Jude Law) przypomina nieco Dona Drapera z serialu „Mad Men” – sam wspiął się na szczyt, ale wewnątrz czuje wstyd i pustkę. Wstyd, bo wciąż czuje, że nie przynależy do towarzystwa, którego akceptacji tak pragnie. Pustkę, bo sam nie wie, czego właściwie chce w życiu, a kolejne zarabiane pieniądze mają tę pustkę zapełnić. A co będzie, kiedy pieniędzy zabraknie, a biznesowi partnerzy nie zechcą już dłużej dawać się uwodzić chłopięcemu urokowi i amerykańskiej zuchwałości Rory’ego? „Chciwość jest dobra!” – wołał Gordon Gekko w „Wall Street”, ikonicznym filmie ery Reagana. Twórca „Gniazda”, którego akcja rozgrywa się w 1987 r., nie twierdzi, że zarabianie pieniędzy jest złe, przypomina jednak, jak źle się dzieje, gdy przesłaniają one wszystko inne. Rory O’Hara za młodu nie zaznał miłości i stabilizacji, teraz jest dumny, że swym dzieciom zapewnia dach nad głową i jedzenie, „bo sam tego nie miał”. I to, jego zdaniem, wystarczy, by być najlepszym tatą na świecie. Jego żona (rewelacyjna Carrie Coon) nie jest bezwolną ofiarą. Co prawda córka rzuca jej w twarz, że oddała wszystkie decyzje w ręce męża, ale Allison ma swoje za uszami: lubi wystawny styl życia, korzysta z pieniędzy, nie pytając o to, skąd pochodzą i czy się kiedyś skończą. Tytuł „Gniazdo” brzmi szyderczo – chodzi o gniazdo rodzinne. Ale jakież mogą z niego wylecieć pisklęta, skoro wychowuje je niezbyt udana para, której życie wali się w gruzy? To jednak dzieciaki państwa O’Hara okażą się w finale mądrzejsze od rodziców, ale ten promyk nadziei wcale nie gwarantuje nikomu lepszej przyszłości. Reżyser Sean Durkin pokazał debiutanckim „Martha Marcy May Marlene” (2011), że ma spory talent. Teraz udowadnia, że potrafi kręcić filmy wybitne.