Osadzone w alternatywnym Los Angeles policyjne fantasy Davida Ayera, w którym ludzie, elfy i ogry żyją obok siebie, powstało za 90 mln dolarów, a mimo to razi wtórnością wobec „Dnia próby” i „Zwierzogrodu”. Głównym zarzutem jest niedopracowany świat przedstawiony, poza detalami wyglądający identycznie jak nasz, oraz społeczna alegoria — amoralne bogate elfy i prześladowane ogry — która nuży już po kwadransie. Całość dopełniają drętwe dialogi, słaba gra Willa Smitha i fabuła ustępująca przeciętnym odcinkom seriali.
Za 90 mln dol. David Ayer („Legion samobójców”) zrobił film, który jest zrzynką z „Dnia próby” i „Zwierzogrodu”, tyle że głupszy i nudniejszy. Zamiast dzielnego króliczka marzącego o karierze w policji Zwierzogrodu tu mamy ogra wstępującego do służby w Los Angeles. Rzecz dzieje się bowiem w alternatywnej rzeczywistości, gdzie elfy, ogry i ludzie żyją pospołu. Pomysł zrealizowany jest idiotycznie: niby inny świat, ale wszystko wygląda tak samo – samochody, telewizja (no, może elfy mają ładniejsze wieżowce). Niby alegoria: elfy są amoralne jak to bogacze, ludzie znajdują się pośrodku drabiny społecznej, a ogry są prześladowaną mniejszością. Tak jak Latynosi czy Murzyni zakładają gangi, noszą kaptury i w ogóle czują się wykluczeni. Po 15 minutach alegoria robi się nudna, dialogi są drętwe jak gra aktorska Willa Smitha, a co do fabuły to lepszą znajdziecie w byle odcinku „Black Mirror” lub „Doktora Who”. Niestety, będzie sequel.