ReżyseriaMikael Håfström
WystępująAnthony Mackie, Damson Idris
Rok produkcji2021

Recenzent krytykuje „W strefie wojny” jako kosztowny, schematyczny thriller science fiction pełen geopolitycznych uproszczeń i niewiarygodnych wyobrażeń o Europie Wschodniej.

Wroku 2036 w Europie Wschodniej wybuchnie „wojna domowa” – rosyjscy bandyci atakować będą Ukrainę. Nie wiem, czy twórcy filmu „W strefie wojny” oglądają wiadomości w telewizji, ale rosyjscy bandyci już od kilku lat atakują Ukrainę i nie jest to żadna wojna domowa, tylko zwykła agresja Rosji wobec tego państwa. Z tego jednak thrillera SF nikt robić nie zamierzał, więc dostajemy jeszcze w prezencie żołnierzy roboty, epidemię cholery i strefę zdemilitaryzowaną, której strzegą amerykańscy żołnierze (choć nie do końca wiemy, gdzie się ona właściwie znajduje). Główny bohater filmu to młody porucznik Harp (Damson Idris), operator dronów bojowych, za karę wysłany do jednostki frontowej, gdzie

trafia pod rozkazy kapitana Leo (Anthony Mackie), który jest w istocie cyborgiem najnowszej generacji. Razem wyruszają tropić Victora Kovala, króla złych rebeliantów, który ma wielkie plany – marzy mu się broń atomowa, a tej ponoć na Ukrainie skolko ugodno. Aby umilić amerykańskim bohaterom podróż, scenarzyści przypominają sobie, że Europa Wschodnia to kraina pięknych kobiet, więc stawiają na ich drodze dziewczę imieniem Sofiya, dowodzące pokojowymi i dobrymi rebeliantami. Niestety zamiast ukraińskiej modelki rolę tę otrzymuje Emily Beecham, aktorka urodzona w Manchesterze. Uwaga! Victor Koval to jedno, ale roboty (zwłaszcza jeden) też mają własne niecne plany.

Wszystko to nie zdziwiłoby mnie, gdybym natknął się na tę produkcję 30 lat temu w wypożyczalni kaset wideo z kolorowym chłamem, niestety mówimy tu o całkiem kosztownej produkcji Netflixa promowanej jako jeden z flagowych produktów serwisu. W dodatku z całkiem niezłą obsadą, wszak Beecham dwa lata temu została uznana za najlepszą aktorkę w Cannes, a Anthony Mackie to nie tylko Falcon z komisowych superprodukcji Marvela, lecz także gość, który zagrał w „The Hurt Locker. W pułapce wojny” w reżyserii Kathryn Bigelow czy „Za wszelką cenę” Eastwooda. Nad smutnym poziomem wielu produkcji Netflixa już kilka razy załamywaliśmy ręce. Zanim uczynimy to i nad wiedzą twórców „W strefie wojny” o naszej części Europy, warto sobie uświadomić, że amerykańscy dziennikarze i sporo tamtejszych polityków wie o niej niewiele więcej. No dobrze, ale reżyserem jest Szwed. Cóż, widać szybko się do amerykańskich standardów przystosował.

← PoprzedniaNastępna →