ReżyseriaKasia Adamik, Olga Chajdas, Agnieszka Holland, Agnieszka Smoczyńska
WystępująRobert Więckiewicz, Maciej Musiał, Michalina Olszańska, Andrzej Chyra
Rok produkcji2018

W alternatywnej Polsce komunistyczny reżim przetrwał dzięki zamachom z 1983 roku, a dwadzieścia lat później prawnik Kajetan Skowron, milicjant Anatol Janów i konspiratorka Ofelia Ibrom trafiają na ślad spisku. Problemami są ślamazarne tempo, sztuczne emocje, banalne dialogi oraz historyczne i ustrojowe absurdy scenariusza. Niepokojąca oprawa wizualna i charyzma części obsady nie równoważą fałszywego obrazu mechanizmów komunizmu ani podporządkowania historii antykatolickiej, antyamerykańskiej wizji Polski.

Nudy i dialogi, od których bolą zęby. Jest nawet gorzej: serial „1983” to dzieło okrutnie fałszywe

Niemal 40 lat temu Agnieszka Holland zadziwiła widzów i krytyków filmem „Gorączka” (1980). Stawiała w nim ważne pytania: Dokąd prowadzi terror jako metoda walki politycznej? Czy może być usprawiedliwiony? A może to bezlitosna bestia, która w pierwszej kolejności pożera dusze tych, którzy powołali ją do życia? Dzisiaj Agnieszka Holland firmuje swoim nazwiskiem produkcję Netflixa, serial „1983”, który mógłby być mocną reinterpretacją tych pytań w realiach XXI stulecia. Jednak nie jest, bo scenariusz Joshuy Longa to nie proza Andrzeja Struga, na której oparta była „Gorączka”. Zresztą nie wińmy za wszystko Holland, ona wyreżyserowała jedynie dwa odcinki z ośmiu. Inna sprawa, że jej emocjonalne reakcje na krytykę serialu w sieci pokazują, iż chyba sama nie czuje się najpewniej. Miało być pięknie. Pierwsza polska produkcja amerykańskiego giganta, za amerykańskie pieniądze, z amerykańskim rozmachem, ale z polskimi aktorami, no i, co najważniejsze, o Polsce. Kończy się wielkim bólem głowy i poczuciem zażenowania. Inna historia Polski Opowieść wymyślona przez Joshuę Longa to historia alternatywna. 12 marca 1983 r. dochodzi w Polsce do serii zamachów terrorystycznych, w których giną setki ofiar. Podzielone stanem wojennym społeczeństwo staje się jednością. Podpisane zostają „porozumienia prymasowskie” – jak możemy się domyślać, Kościół katolicki walnie przyczynił się do pojednania. Polska zaczyna się rozwijać niczym gospodarczy tygrys Europy, ale nadal rządzą nią komuniści oraz Służba Bezpieczeństwa. Jeśli wydaje się, że zalatuje to absurdem, to jest to trafne odczucie. Wbrew deklarowanej w wywiadach dogłębnej znajomości Polski Joshua Long z tego, co się działo w naszym kraju, rozumie niewiele.

Polska po wprowadzeniu stanu wojennego była podzielona, owszem, na tych, którzy wsadzali do więzień, i na tych, których w tych więzieniach zamykano, co do natury komunizmu nikt nie miał złudzeń, nawet sami komuniści. Tyle że ci ostatni byli wobec okupujących Polskę Sowietów usłużni, bo po pierwsze żyli dzięki temu nieco lepiej, a po drugie bali się, że w dowolnym momencie okupant może ich wymienić na kogoś bardziej posłusznego i użytecznego. Przekonanie, że dzięki zamachom, ofiarom oraz mediacji Kościoła Polacy nagle mogli zamienić się w potulnych zwolenników kompromisu i uradzić narodową zgodę, jest absurdem. Ów podział to nie był problem Polaków, którzy nie potrafią się ze sobą dogadać, ale efekt masowych mordów w ramach zaprowadzania tzw. władzy ludowej oraz długich dekad pod butami Armii Czerwonej. Bogata przyszłość? Chociaż kluczowe dla serialu wydarzenia miały miejsce w roku 1983 (i nieco wcześniej), to jego akcja rozgrywa się przede wszystkim w alternatywnym roku 2003. Główni bohaterowie? Najpierw Anatol Janów, oficer milicji (Robert Więckiewicz), kiedyś z wydziału zabójstw, teraz marnujący swój talent w Biurze Bezpieczeństwa Informacyjnego MO. Dalej Kajetan Skowron, świeżo upieczony prawnik (Maciej Musiał), oraz przyjaciółka tego ostatniego z dzieciństwa, Ofelia Ibrom (Michalina Olszańska), obecnie liderka podziemnego ugrupowania terrorystycznego Lekka Brygada. Ofelia nie tylko dowodzi tajnym oddziałem, lecz także jest symbolem ruchu oporu. To jej wizerunek opatrzony hasłem „Jednej matki dzieci” odbijany jest z szablonów graffiti na ścianach budynków. Skowron, dziecko ofiar zamachów z 1983 r., szykowany jest na nowego członka elity – jego dziewczyna to córka wpływowego ministra, jego opiekunka (babcia) to zdeklarowana komunistka, jego wykładowca prawa też jest ważną figurą reżimu. Jednak to właśnie od niego Kajetan otrzyma teczkę zawierającą dokumenty ze sprawy potrójnego morderstwa sprzed lat. Tam znajdzie fotografię, z powodu której rozpocznie prywatne śledztwo. Własne dochodzenie prowadzi Anatol Janów, który w rutynowej sprawie (samobójstwo młodego grafika) dostrzega coś, co umknęło jego kolegom po fachu. Z kolei Ofelia szykuje się do serii akcji, które mają wyrwać społeczeństwo z otępienia. Lekka Brygada ma broń, konstruuje bomby, a jej członkowie gotowi są umrzeć dla sprawy. Polak, Wietnamczyk, dwa bratanki Jaki jest ten alternatywny PRL? Tutaj też piętrzą się absurdy. Zacznijmy od zwykłego niechlujstwa, na jednym z dokumentów w serialu widzimy nazwę „Rzeczpospolita Polska”, na innym „Polska Rzeczpospolita Ludowa”, a na jeszcze innym (tajna umowa polsko- -irańska) stoi jak byk „Polska Republika Ludowa”. Niby drobiazg, ale znamienny, bo reszta konstrukcji jest równie niechlujna. Milicjanci jeżdżą rozklekotanymi polonezami, ale ich biura wyglądają jak z amerykańskiego serialu o prawnikach „W garniturach”, mieszkania zaś jak sen zasobnego warszawskiego hipstera. Związek Sowiecki nadal istnieje, ale jedyni Rosjanie, którzy się pojawiają w serialu, to melancholijny szpieg

oraz blondwłosa kilerka. Co stało się z garnizonami Armii Czerwonej? Polska rośnie w siłę i się bogaci, bo Warszawa wygląda jak metropolia XXI w., ale nie wiemy, skąd na to wszystko wzięły się pieniądze. A przecież PRL był gospodarką wyczerpania, robił bokami już za Gierka. Jak zatem wytłumaczyć cud gospodarczy? Twórca serialu podpowiada: Polska przyjęła uchodźców z Wietnamu, pracowitych, kreatywnych, wdzięcznych za pomoc. Stworzyli nawet własną wietnamską dzielnicę w Warszawie. Oraz własne wpływowe podziemie przestępcze. I stał się cud, oto Amerykanie chcą od Polaków i polskich Wietnamczyków kupować licencję na ekrany dotykowe „traszek” (alternatywnych smartfonów). Takie zabawy bywają w historiach alternatywnych ciekawe i przyciągają uwagę odbiorców, wypadałoby je jednak jakoś spróbować uzasadnić. W „1983” tego uzasadnienia brak. Bywa nawet, że i piramidalne bzdury sprawiają, iż bawimy się przednio. Niestety, w tej konkurencji również porażka. „1983” jest opowiadany w tak ślamazarnym tempie, pełen tak sztucznych emocji, że gdyby na jego podstawie ktoś miał decydować o przyszłości Agnieszki Holland, to na pewno nie otrzymałaby do reżyserowania nie tylko odcinków „House of Cards”, lecz także nawet „Małego domku na prerii”. Dialogi pełne są banałów, w dodatku zwykle są wygłaszane, a nie zagrane. Ratują się z tego miszmaszu jedynie ci aktorzy, którzy obdarzeni są własną naturalną charyzmą: Więckiewicz, Chyra, Ewa Błaszczyk. Odkrywamy, że mają taką charyzmę także Agnieszka Żulewska (matka Kajetana) oraz wspomniana już Michalina Olszańska w roli Ofelii. 1983 czy 1984 Źródło pomysłu jest czytelne na tę opowieść, zdradza nam to już tytuł. Historia inspirowana opowieścią Orwella, próba współczesnej reinterpretacji klasyki, próba zastanowienia się nad tym, jak totalitarny koszmar wyglądałby w czasach zaawansowanej technologii. Skąd tu Polska? Można przypuszczać, że odpowiedź także jest czytelna: w odróżnieniu od Rosji można tu kręcić za mniejsze pieniądze. W dodatku faktycznie w latach 80. było to kluczowe dla historii XX w. miejsce: Polak papież, masowy bunt przeciw systemowi, podziemny

ruch oporu wspierany przez Amerykę Reagana. Tyle że zamiast twórczo wykorzystać to, co mogło być fascynujące, Joshua Long bawi się w wymyślanie rzeczy niepotrzebnych. Żeby historia alternatywna czy po prostu alegoria była atrakcyjna, musi pokazywać prawdziwe emocje. Bawiąc się fikcyjnymi mechanizmami, musi demaskować mechanizmy prawdziwe. Tymczasem serial „1983” opisuje mechanizmy fałszywe. Oto armia spiskuje w Polsce przeciw partii. Naprawdę? Stan wojenny nie był dziełem wojskowej junty, Jaruzelski i jego generałowie byli jednocześnie działaczami partii.

To wszystko były elementy jednej i tej samej choroby. Zła Służba Bezpieczeństwa przeciwstawiona zostaje dobrej Milicji Obywatelskiej. Doprawdy? Przecież jedna i druga podlegały temu samemu ministerstwu (tego Long nie rozumie i tworzy osobny resort dla SB), a dla zwykłego obywatela to właśnie MO była pierwszą linią opresji ze strony państwa. Z osobistej relacji wynika: esbecy mnie przesłuchiwali, ale pałami okładali, legitymowali, gonili właśnie milicjanci. Zrozumiałe jest jednak, że bardziej „orwellowskie” zdawało się twórcy serialu stworzenie dziwacznych szturmowców odzianych w czerń. Zaskoczę niektórych, ale znów powiem: pal sześć, co z tego, że nieprawda, gdyby było zgrabnie zmyślone, to pierwszy biłbym brawo. Tak jak przyznaję, że bardzo podobała mi się wizualna warstwa serialu „1983”, cały ten dziwaczny montaż PRL-owskich klimatów z high-tech XXI stulecia, te przestrzenie wyjęte niemal z „Brasil” Terry’ego Gilliama – wszystko to ma swój niepokojący, chory urok.

Jakże byłoby fajnie, gdyby to tło służyło czemuś ciekawemu! A czemu służy naprawdę? Jak już wspomniano, słaby scenariusz i kiepskie dialogi to tylko część kłopotów z tą produkcją. Kolejne też wskazano: fałszywe antynomie, zero zrozumienia dla mechanizmów rządzących blokiem sowieckim. Teraz dochodzimy do najgorszego: „1983”, którego pierwszy sezon nie zamyka opowiadanej historii (więc niestety będą kolejne), niby ma mówić o „oświeconym alternatywnym komunizmie” i być wariacją na temat orwellowski, ale jest o czymś zupełnie innym. Nacjonaliści, księża, antysemici Najważniejsza lekcja z serialu dla zachodniego widza ma być bowiem taka: najgorszy jest polski nacjonalista ubrany w generalski mundur i skandujący potajemnie: „Bóg, honor, ojczyzna!”. Takiemu osobnikowi nie tylko marzy się silna Polska, lecz także jest gotowy do współtworzenia największego aktu antysemityzmu w dziejach, najmocniej zaś nienawidzi Zachodu, który mógłby zniszczyć jego ojczyznę bardziej niż komuniści. W fikcyjnej krainie wykreowanej przez Joshuę Longa milicjanci biją studentów za nielegalne wystawianie „Dziadów” Mickiewicza, a przemoc reżimu legitymizują spasieni biskupi. Dwulicowi Amerykanie okazują się gorsi od komunistów, w dodatku współpracują z nimi irlandzcy księża, którzy tym razem wyjątkowo, zamiast zajmować się pedofilią, trudnią się szantażem i szpiegostwem. Jak widać, owszem, mamy do czynienia z historią alternatywną, ale nie taką, którą wymyślają zwykle autorzy science fiction. Bliżej jej do tej, którą jako właściwą interpretację świata sprzedaje Polakom od dekad Adam Michnik, wystarczy połączyć jego tyrady o „nacjonalistach z ryngrafami na piersiach” oraz linię redakcyjną jego gazety, w której wśród głównych dogmatów znajdziemy antykatolicyzm i antyamerykanizm. „Odkryj prawdę” – wzywa grafika reklamująca serial „1983”. Seans pokazał. Ujawniły się same nieprawdy.

Sezon 1 USA 2018, Netflix

Bywa, że i piramidalne bzdury sprawiają, iż bawimy się przednio. Niestety, w tej konkurencji serial „1983” również ponosi porażkę

← PoprzedniaWróć do wyboru →